Lilypie - Personal pictureLilypie Second Birthday tickers info Akcja: Nie kradnij zdjęć!
RSS
środa, 08 lutego 2012
Promyk

Za oknem piękne słońce, w pracy przełom- wreszcie mogłam ruszyć z robotą a wczorajszy wieczór w towarzystwie mężczyzn mojego życia- dał mi sporo uśmiechu.  Mam lepszy nastrój, dziękuję za Wasze słowa wsparcia! Poczyniłam również terapeutyczne ;) i bardzo owocne zakupy w internetowej księgarni. Mój syn jest małym molem książkowym. Właśnie wczoraj spędziliśmy popołudnie i wieczór oglądając wspólnie jego ulubione pozycje, ostatnio najfajniejsza jest seria Mamoko oraz dwie wielkie, przestrzenne książki o koparkach i innych maszynach budowlanych ;) Jego biblioteczka powiększy się o kolejne pozycje, zamówiłam „Pierwszą książeczkę o słowach/ liczbach” oraz inne, piękne i mądre bajeczki dla maluszków. Siebie rozpieściłam ostatnim ogniwem z serii Jaspera Julua („Twoje kompetentne dziecko”- btw, tytuł moim zdaniem odstraszający!) oraz poradnikiem o tym jak w sposób przyjemny przygotować dziecko do etapu odpieluszenia ;) Podobnie jak koleżanka Zmorka mam fioła na punkcie książek, w tej chwili mój syn dysponuje 4ma pułkami regałowymi (każda ma ok. metra) szczelnie upchanymi bajeczkami.  Wiele z nich to genialne zdobycze lumpeksowo/komisowe mojej mamy, która potrafi wyszperać absolutne perełki. Ulubione- przestrzenne, z ruchomymi elementami stanowią dumę naszego dziecka, chętnie powraca do nich i sam prosi, żeby usiąść razem i przeglądać obrazki.

pedziwiatr

Mikołajek ma swoje dziwne zwyczaje i kwestie niepodlegające negocjacji. Takie jego małe upierdliwości, np.:

- upiera się żebym nie zakładała okularów na nos. Po prostu dostaje furii i złości się jeśli wbrew jego prośbom i błaganiom wkładam okulary,

- podobnie jest w kwestii wiązania włosów w koczek/ kucyk, muszą być rozpuszczone i koniec,

- wieczorem upiera się by pogasić wszystkie światła i... bawić się/ tańczyć po ciemku,

- obsesyjne zbiera paprochy z podłogi i wrzuca je zawsze do śmieci,

- odstawia dramę gdy wkładamy do zabawkowego wózeczka lalkę albo misia, zdaniem Mikusia- wózkiem się jeździ tylko pustym!

Zastanawiam się, czy to taki naturalny etap w rozwoju, gdzie dziecko ćwiczy swoją decyzyjność i bada wpływ swoich zachowań/ oczekiwań na otoczenie czy o czymś więcej takie zachowania mówią? Po prostu taki zbiór cech, taki charakter, taki typ? Czy coś się za tym kryje?

Nasz mały Promyczek zaskakuje nas kolejnymi słowami:

- „niepotesz”- czyli nietoperz,

- „kloklodyl”- oznacza krokodyla,

- „lodyga i platki”- łodyga i płatki- pokazując na kwiatka,

- „Juzia lala niduzia”- śpiewa szlagier dziecięcy,

- „bloto, auto bludne, uwaga, jade sibko, panu kapelusz padl”- monolog opisujący stronicę z ulubionej książeczki ;)

- „dzig dom Leksia bam”- opisując odcinek Reksia czyli: dzik przewrócił dom/budę Reksia ;)

smieszek
12:31, mrozonka82
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 lutego 2012
Narzekań czas

Jestem w rozsypce i psychicznym dołku. Jak zwykle gdy nadchodzą ciężkie noce Mikołajka, niewyspanie rzuca mi się na głowę i nastrój własny. Mam dosyć. Tej nocy budził się dosłownie, z zegarkiem w ręku co 40-60minut. Nie jadł, nie przytulał się tylko się wiercił i marudził. Jak cudu wyczekuję czwartkowej wizyty u psycholog dziecięcej, mam nadzieję, że oświeci nas co możemy zrobić by pomóc naszemu dziecku spokojniej odpoczywać nocną porą.

W pracy straszny kocioł, użeram się ciągle z tymi samymi problemami, które ktoś za nie odpowiedzialny ma  „w czterech literach” i generuje kolejne. Tracę cenny czas na kwestie administracyjno-biurokratyczne, wykańcza mnie to strasznie i frustruje, nie znoszę stać z robotą, dlatego, że ktoś inny nie traktuje poważnie swoich obowiązków. W domu też kiszka bo kłócimy się z mężem o pierdoły, nie spędzamy czasu razem, nie ma żadnej czułości ani uśmiechu między nami. Tylko złośliwości i pretensje. Ja nie mam cierpliwości, jestem zmęczona, niewyspana i po prostu jest mi niedobrze od tej przeklętej rutyny: praca- zakupy-gotowanie- pranie- prasowanie- sprzątanie- zrzędzenie. W dodatku wszystko na najwyższych obrotach, w biegu, w nerwowej atmosferze- nie wiem ile jeszcze zniosę. Dzięki Bogu, że Mikołajek (odpukać!) nie choruje poważnie i ogólnie ma dobre nastroje. Staram się poświęcić mu maksimum czasu po powrocie z pracy, właściwie ma mnie cały czas do dyspozycji, bawimy się kreatywnie i przytulamy ale gdy tylko chcę choć na minutę iść do łazienki albo zrobić sobie kanapki- zaczyna się jego jęczenie, buczenie, że on chce ze mną, że mama ma być obok niego itd. Rano snuje się dzieć za mną jak cień, muszę mieć oczy dookoła głowy nawet gdy stoję pod prysznicem. Mikuś jest w okresie  lęku separacyjnego, co przyznam szczerze doprowadza mnie do wewnętrznego bulgotania w dni, kiedy jest mi samej ze sobą trudno.

Najbardziej jednak doskwiera mi to, że nie mam ani godzinki w tygodniu dla siebie. Żeby się oderwać, zresetować, nic nie musieć. Pomimo, że jedni dziadkowie mieszkają w Warszawie to wcale nie mają potrzeby ani ochoty, żeby raz kiedyś nas odciążyć i zabrać Mikusia na spacer. Kolejny weekend zatem spędziłam właściwie uwięziona w domu, w moich rutynowych obowiązkach i wszystkich kwestiach, które zaczynają się od : „muszę/ powinnam/ trzeba/ nie ma wyjścia” itd. Wiem, wiem użalam się nad sobą i nie mam prawdziwych, poważnych i bolesnych problemów… ale każdy ma jakieś kłopoty na własną miarę i możliwości. Moje są właśnie takie. Przemieniam się w marudzącą, zrzędzącą i utyskującą babę, zmęczoną, niedospaną, która nie rozwija się ani zawodowo, ani towarzysko, ani nie mam czasu na jakieś własne zainteresowania, pasje czy choćby nic-nierobienie. Całe szczęście, że promyk uśmiechu i pogody mam dzięki Mikołajkowi. Jest tak radosnym i wdzięcznym towarzyszem na co dzień, że jakoś jeszcze trzymam się w ryzach.

cookie

11:27, mrozonka82
Link Komentarze (9) »
niedziela, 05 lutego 2012
Majster

Ku pamięci, zdania, mądrości i umiejętności Mikołajka:

-"wieltalka walci wllluuum"- wiertarka warczy wrrrrum,

work

-"jegal wierzy bim-bam tam blisko"- byłem tam blisko zegara na wierzy, który robi bim-bam (z okien sypialni widać zegarową wierzę, która codziennie i niezmiennie robi na synu wielkie wrażenie, a możliwość obcowania z nią blisko na spacerze jest jeszcze większym przeżyciem),

-"auto stop! siadamy! jedziemy tam! sibko brum brum!"- auto stop! wsiadamy i jedziemy tam! szybko brum brum (Miki uwielbia bawić się samochodzikami, wyznał nam również "Mikolajek lubi autem"- czyli Mikołaj lubi jeździć [jako pasażer] autem)

-"panu zimno, choly kaszelek, czapki i sialika"- panu jest zimno i będzie chory, będzie kaszelek bo nie założył czapki i szalika,

-"co to jest?", "tu nie wolno!", "nie ma, mama blala (zabrała)", "tata śpi, cicho!", "idziemy tam, razem!", "mama tanci, spiewa okołaka" (mama tańczy i śpiewa do okoła) itd.

Dośpiewuje wersy różnych piosenek, potrafi wyśpiewać w rytm i z intonacją krótkie frazy typu "pam palam pam pam". Zaskakuje nas znajomością słów, nie wiadomo skąd np. "paplićka" (papryczka), "mieśka" (mieszka), "śpichacz" (spychacz) albo "makalon" (makaron). Nazywa i rozpoznaje: "mieciutki/ twaldy" (mięciutki/twardy), "do góly/ na dól" (do góry/na dół), różnicuje "malutki/ maly/ duzi/ wielki".

Ulubione zabawy: jeżdżenie samochodzikami, samodzielne puszczanie baniek, wyrzucanie z pudła wszystkich klocków lego i upychanie ich we wszystkie kąty i zakamarki, przestawianie/ przesuwanie mebli, zabawa farmą i pluszowymi zwierzątkami ikea, układanie magnesów na tablicy i rysowanie po niej kredą, oglądanie książek i nazywanie w nich wszystkiego, pomoc w pracach domowych, jeżdżenie z pustym wózkiem/koszykiem wydając okrzyki bojowe, oglądanie bajek z Krecikiem, wkręcanie śrubokrętem/ wkrętarką, uderzanie młotkiem, oglądanie albumów z rodzinnymi zdjęciami, rzucanie piłeczkami oraz pluskanie się w wannie.

14:35, mrozonka82
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 lutego 2012
Marzenia matki dwa

Wpadłam w marzenia brzuszkowe. W kręgu bliskich znajomych wysyp ciężarówek albo świeżo-wyklutych maluszków. Przyjaciółka obwieściła również radosną nowinę. A ja dzielę się hojnie i z wielkim entuzjazmem moim dzieciowo-ciążowym „know-how” i coraz bardziej się rozklejam. Bardzo bym chciała rozpocząć starania o kolejnego urwisa, ale rozsądek każe trzymać mi te pragnienia w ryzach. To nie jest dobry moment ani finansowo, ani mieszkaniowo, ani przede wszystkim ze wzg. na Mikołajka! Potrzebuje mnie bardzo, a ja musiałabym dzielić czas między jego potrzeby a potrzeby noworodka. Nie wspominam już o tym, że nie mogę mieć 100% pewności czy nie przytrafiłaby mi się ciąża leżąca- w jaki sposób pogodziłabym taki wymóg z opieką nad Mikusiem? Gdyby los zadecydował za nas skakałabym pod niebiosa z radości, ale teraz nie jestem w stanie z pełną świadomością i rozmysłem zdecydować się na brzuszek. Pozostaje mi zatem wspólne celebrowanie z psiapsiółką kolejnych etapów jej pierwszej ciąży, obwąchiwanie uroczego 3-miesięczniaka koleżanki z pracy i szczucie się zdjęciami znajomych, którzy czekają na narodziny swojego 2gie synka ;)

Tymczasem za nami wizyta u psycholog dziecięcej, szczegółowy wywiad i bardzo rzetelna rozmowa. Jestem pod olbrzymim wrażeniem jej dociekliwości oraz kompetencji. Poruszyła obszary i tematy, których nigdy żaden inny lekarz/ specjalista nie brał "pod lupę". Uwolniła mnie również od wielkiego poczucia winy i żalu związanego z okresem tuż po narodzinach Mikusia. Dała mi bardzo jasny komunikat, że brak „kangurowania skóra do skóry” w pierwszych godzinach życia- nie mógł zaważyć w sposób zauważalny na jego rozwoju i obecnych problemach. Oszem- podobne słowa słyszałam od rodziny czy wyczytywałam między słowami w różnych publikacjach, ale dopiero słowa tej psycholog, która ma opinie świetnego eksperta i jest dla mnie rzeczywiście autorytetem- trafiły wreszcie do mojego serca i rozumu. Za tydzień wybieramy się do niej na wyczekiwaną wizytę razem z Mikm. Jego zabawa i poczynania będą obserwowane, a potem nadejdzie czas na ostateczne wnioski. Na razie pomysły są dwa: skonsultowanie tematu nocnych pobudek z neurologiem i  ew.wykonanie eeg pracy mózgu oraz wizyta u endokrynologa by wykluczyć powiązania olbrzymiego wzrostu/wagi (przy narodzinach i obecnie) z pobudliwością wynikającą z wysokiego/niskiego poziomu hormonów itd. Z jednej strony mam wielką nadzieję, że te tropy natury medycznej będą fałszywe ale... z drugiej- chciałabym bardzo dowiedzieć się wreszcie: czemu moje dziecko nie potrafi spać, dlaczego noc jest dla niego czasem wiecznych pobudek i stresów? Nie chodzi już nawet o moje zmęczenie- przyzwyczaiłam się chyba- ale martwię się o jego kondycje i ew.skutki dlaszego utrzymywania się takiego stanu rzeczy. Marzę by Mikołajek mógł wreszcie spokojnie odpoczywać nocną porą... teraz niestety mam wrażenie, że jego mózg nigdy nie odpoczywa, nigdy nie może się „zresetować”...

Tymczasem Mikuś wychodzi wreszcie z przeziębienia, wraca mu wyśmienity nastrój. A wraz z nim gadulstwo. Właściwie mogę napisać Wam szczerze i obiektywnie: on mówi zdaniami! Owszem krótkimi- dwu/trzy słowami, ale jak wielka jest to dla nas radość! Komunikujemy się swobodnie, pytamy go a on nam racjonalnie odpowiada, bez cienia zastanowienia, jasno i klarownie, zawsze w punkt i bez pudła. Jest błyskotliwy, mądry i zdolny ;) Kompletnie nieświadomy swoich atutów!

balwanek

13:57, mrozonka82
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 lutego 2012
Ą i ę.

Nasze dziecko jest arcy-uprzejme. Trzepocząc rzęsami mówi „dziękuję” gdy oddaje w nasze ręce pusty bidon albo zabawkę, która już się znudziła. Gdy chce przecisnąć się między rodzicem a szafą w stronę ciasnego kącika by właśnie w jego intymnych zakamarkach zrobić… kupę- ponagla nas „psieplasiam”! Gdy chcący/niechcący nas uderzy i zreflektuje się, że przeskrobał- najsłodszym, dźwięcznym głosem moduluje „psieplasiam! ciaci, tuli”. Żegnając się- macha z gracją rączką i woła "pa!pa!" lub "dojidzienia". Nie wiem skąd mu się wzięło to „ą-ę” i „bon-ton”, jest to jednak niezwykle urocze i skutecznie rozmiękczające dorosłe serca. Czasem cieszy się tak mocno, całym sobą gdy bawimy się razem, że przysuwa twarz blisko do mojej twarzy, patrzy wprost w oczy i wesoło pieje: „mama! mama!” (podobnie przymilał się do babci ;)) jakby chciał powiedzieć: tak mocno Cię kocham, tak bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną! Niewiele trzeba by był szczęśliwy- wystarczy być z nim (nie obok) i z prawdziwą radością podzielać wrażenia z jego dziecięcego świata. Zobaczcie jak czule leczył chorego Krecika i Krokodyla ;) Sam ułożył tę parkę na poduszce i delikatnie nakrył kocykiem. Następnie ordynował leki oraz osłuchiwał stetoskopem!


lekarz

A propos leczenia i zdrowia. Po opuchliźnie, która szpeciła oko Mikołajka nie został ślad- ufff! Zeszła wczoraj, w ciągu dnia całkowicie, więc nawet nie mogłam jej pokazać naszej doktorce ;) Ponieważ nie ma żadnych objawów zapalenia spojówek, katar znaaaacznie zelżał nie dostaliśmy zatem żadnych antybiotyków, diagnoza- lekka, wirusowa infekcja. Gardło ma delikatnie zaczerwienione-możliwie, że od spływającej z nosa wydzieliny. Co najważniejsze uszy i płuca czyste! :) Leczenie: dalsze inhalacje z soli fizjologicznej, tantum verde do gardła i otrivin do noska jeśli będzie potrzeba. Za 2-3 mieś czeka nas ostatnia dawka szczepienia Hexa i Prevenar- już mam ciary na samą myśl o możliwej reakcji poszczepiennej. Wizyta była przyjemna, choć bez płaczu się nie obyło. Miki zrobił wrażenie swoim słowotokiem na lekarce i pielęgniarkach, nikt nie chciał wierzyć że ma 1,5 roku. Gdy stanął na wadze nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom.... 15,2kg!!!! A ja myślałam, że ok 14,8kg. Jest masakratorem! Ciągle wagowo i wzrostowo pow. 90 centyla ;) Nasz mały-wielki człowiek!

09:34, mrozonka82
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2012
Lekarski maraton

Najbliższe tygodnie będą czasem wizyt kontrolnych u różnej maści lekarzy-specjalistów. Obszerną listę otwiera:

- pediatra- dziś wybieramy się do naszej doktor, niestety kaszel Mikołajowi nie mija, właściwie dokucza mu tylko w nocy i jest raczej suchy… Ale wczoraj dołączył do niego wprost gigantyczny katar, zapuchnięte wieczorem oko (tym się martwię najbardziej, czyżby od zatok?), jojczenie-od-zębowe i wszystkie standardowe objawy towarzyszące przebijaniu się koszmarnych piątek. I teraz sama nie wiem, czy go czymś należałoby faszerować czy jednak nie? Robimy codziennie inhalacje z soli fizjologicznej, które wydaje mi się-mocno ratują nas przed katastrofą zapalenia oskrzeli… Może to jednak tylko moje złudne przeczucia?

1


- stomatolog- musimy zweryfikować czy technika ozonowania zastosowana kilka miesięcy temu, na plamki próchnicze na górnych 1ce i 2ce zatrzymała proces chorobowy- mam wielką nadzieję, że tak! Poza tym kilka tygodni temu, Mikołajek w nieznanych okolicznościach ukruszył sobie minimalnie górną jedynkę. Jakiś pechowy ten ząbek bo jest w nim dziurka a teraz jeszcze uszczerbiony do kompletu. Ponieważ wyżynał się gdy Mikuś miał 3 miesiące i przyjmował jedyny raz w życiu antybiotyk- obawiam się, że jest to właśnie efekt osłabienia organizmu.

- okulista- niezmiennie ucieka lekko jedno oko Mikołajowi, zez jest minimalny ale coś czuję, że jednak nie unikniemy noszenia okularów! Co pocieszające dziecko ma sokoli wzrok i dostrzega detale i drobiazgi, których my nie dostrzegamy! Pokazuje nam niemal niewidoczne gwiazdy na pochmurnym niebie albo wybiera z dywanu mikro-paproszki, czasem wskazuje wyblakły księżyc który widać… w słoneczne dni ;)

- urolog- musimy ostatecznie zamknąć temat wodniaków jąderek, które po narodzinach były wielgachne ;) a teraz na szczęście problem zniknął, usg potwierdziło wchłonięcie się płynu- pozostaje zatem potwierdzenie przez speca, że wszystko jest w porządku. Chcemy się upewnić, że nie ma też zagrożenia stulejką- na nasze oko nie, ale lepiej męskich klejnotów pilnować ;)

- ortopeda- w końcu wypadałoby pokazać się specowi od kręgosłupa, nóżek i miednicy… Są zalecenia by lekarz ocenił chód dziecka, sposób układania stóp i ruch całej sylwetki po upływie kilku miesięcy od nauki samodzielnego chodzenia a potem znów gdy maluch pożegna się z pieluchami.

- psycholog dziecięcy/ nasz spec od integracji sensorycznej- najpierw idą sami rodzice, celem zebrania wyczerpującego wywiadu, kolejne spotkanie odbędzie się w towarzystwie Mikiego. Wierzymy w to, że sporo z dawnych wrażliwości i nieadekwatnych reakcji na bodźce zostało wyeliminowanych, że synek z nich „wyrósł”. Pod względem nadwrażliwości dotykowej jest w sumie o niebo lepiej, co nie zmienia faktu, że dziecko nadal jest na tym obszarze drażliwe, nadal budzi się w nocy co 1,5h i wykazuje sporą aktywność gdy za oknem jest ciemno. Wygląda to tak, jakby jego mózg nigdy nie odpoczywał, gada przez sen, przeżywa wszystko co przytrafiło się mu w ciągu dnia… To jest nie do opisania, to trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć ;)


Gdybyśmy chcięli te wszystkie wizyty odbyć w ramach NFZtu, gdyby nie było nas szczęśliwie stać na prywatne wizyty to pewnie… czekalibyśmy na terminy miesiącami, w niejednej kolejce stracilibyśmy długie godziny, niejeden raz takie czekanie skończyłoby się pewnie złapaniem infekcji od innego dziecka… Przeczytałam ostatnio artykuł w Wysokich Obcasach o bajecznej, pro-dzieciowej i pro-rodzinnej krainie zwanej Szwecją. I powiem Wam jedno, chętnie bym się spakowała i wyemigrowała. Choćby w kontekście opieki medycznej, kwestii szczepień, żłobków/przedszkoli, darmowych klubików a przede wszystkim tej społecznej mentalności i podejścia do maluchów, do pracowników=rodziców itd. Nie patrzy się tam na ciężarną jak na wroga publicznego nr.1, nie myśli się o niej w kategoriach pracownika-wrzoda i pasożyta, powracającym do zawodu po urlopie macie/tacierzyńskim  udziela się wsparcia i pomocy, docenia ich zaangażowanie i nowe umiejętności. Miasta, urzędy, komunikacja- wszystko jest dostosowane do dzieci i ich rodziców. Ile lat musi minąć by w Polsce sprawy poszły w tym kierunku? Kiedy przewijak w restauracji czy stacji benzynowej przestanie być novum a będzie oczywistą-oczywistością? Co ja mogę zrobić, by ciężarnym-dzieciatym żyło się lepiej? Mogę dopominać się, by kobieta z brzuszkiem została obsłużona poza kolejką na poczcie, mogę zwrócić uwagę kierowcy by obniżył autobus gdy próbuje do niego wjechać tata z wózkiem albo osoba niepełnosprawna, mogę złożyć wniosek w urzędzie dzielnicowym z prośbą by stworzono w nim kącik dla dzieci: ze stolikiem i kredkami i było wyznaczone miejsce dla kobiet karmiących… Ale to wszystko… czasem mam wrażenie, że walczymy z wiatrakami! A przecież nasze społeczeństwo w przytłaczającym procencie to właśnie rodzice! Sami sobie gotujemy ten los? Tak szybko zapominamy, jak trudno jest na początku, gdy w pchamy w gondoli noworodka?

08:50, mrozonka82
Link Komentarze (21) »
wtorek, 31 stycznia 2012
Tulimy!

31 stycznia przypada Międzynarodowy Dzień Przytulania. Oh, tulenie, gładzenie i mizianie- w naszej rodzinie usługi niereglamentowane. Polecam Wszystkim jako antidotum na stresy, spięcia i wszelkie frustracje. Bo owszem, przytulanie w chwilach radości i sielanki jest dosyć naturalne, ale już w momentach wściekłości nie przychodzi znów tak łatwo. Widzę jednak jak zbawienną ma moc, gdy Mikołajkiem targa złość czy frustracja. Wierzę, że przytulając- daję mu jasny komunikat o bezwarunkowości mojej miłości i chęci pomocy. Powtarzam jak mantrę: „Rozumiem, że jesteś zdenerwowany. Wiem, że chciałbyś (…)  Pokaż mi jaki jesteś zły? Ojjj aż tak mocno, prawda? Ja też czasem tak się złoszczę, tak mocno, że aż zobacz- zaciskam pięści! Nie złość się już Kochanie, mama jest przy Tobie, razem wymyślimy inną, fajniejszą zabawę!”. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że można dziecko rozpieścić nadmiarem czułego kontaktu fizycznego. Nie wierzę w teorie, które mówią o tym, że całująca i nosząca na rękach swego syna- matka, wychowuje go na mięczaka. Wręcz przeciwnie! W bliskości jest moc i wielka siła. Czy można dać dziecku bardziej solidny i pewny fundament w postaci ciepła, miłości i kontaktu skóra do skóry? Zacytuję za mądrymi głowami: „Przytulając, wychowujemy dzieci na silnych dorosłych”! Życzę Wszystkim wielu przyjemnych chwil spędzonych w ramionach tych, których kochamy! :)

A tu wspomnieniowo, przytulanki w pierwszej dobie życia Mikołajka!

2gi dzien zycia

14:26, mrozonka82
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Chodź tata!

Wchodzimy w nowy etap Mikołajkowego rozwoju. Czas znamienny, z powracającym jak bumerang pytaniem „cio to jest?!” ;) Towarzyszy mu proszące zawołanie „mamo/tato chodź!”. Jesteśmy zniewoleni  ;) Ale jakże słodka jest to niewola! Tych jego pół-uśmiechów, spojrzeń oczu jak u Bambi tudzież Kota od Shreka , jego ciepłych rączek łapiących mocno za rodzicielską dłoń i bez cienia negocjacji ciągnących z werwą w stronę pudeł z zabawkami. Jego entuzjastyczne „bawić!” i zakrzykiwania „super! miło!” sprawiają, że każda chwila spędzona w jego towarzystwie jest autentycznie bezcenna! A ponieważ w miniony czwartek wpadła do nas z niezapowiedzianą wizytą moja mama, Miki był przeszczęśliwy mając tak bezwarunkowo zakochaną w nim widownię i damę do towarzystwa ;) Wygłupom nie było końca, babcia została prze wnuka oraz przez nas wyeksploatowana do ostateczności i „wyciśnięta jak cytryna”. Chodziła spać po 20tej by zregenerować siły na kolejny dzień. Babcia i wnuk bawili się wyśmienicie a my korzystaliśmy z okazji, że możemy pobyć we dwoje. Nadrobiliśmy zaległości kinowe, w zakupach jak i ustawowych, małżeńskich sprzeczkach :P) A w niedzielne popołudnie nadszedł czas smutnych pożegnań. Znając jednak szaloną babcię jestem pewna, że sprawi nam wszystkim radość kolejną niespodziankową wizytą już za miesiąc albo i prędzej! ;)

Mikołajek odkrywa męskie zabawy. Tarzanie się i siłowanie, ganianie w berka- bez opamiętania, przepychanki i wszelkiego rodzaju zapasy z tatą. Tata jest teraz na piedestale ;) Ponieważ jego „stwórca” od najmłodszych lat miał fioła na punkcie samochodów, realizuje teraz swoje dziecięce pasje hasając razem z synem po dywanie, burcząc i pipkając pod nosem, jeżdżąc resorkami i innymi autkami w tę i z powrotem. Są spektakularne kraksy, wyścigi i parkowanie w garażach. Jakem matka przekonana o słuszności wychowania wolnego od stereotypowego pojęcia o płci, angażuję (dla równowagi między tym co kobiece a tym co męskie :D ) młodego by opiekował się czule lala i woził ją w wózku, staram się go zachęcać do choć minimalnej partycypacji w procesie kucharzenia oraz obowiązkach domowych. Do odkurzania, mopowania i ścierania kurzy nie trzeba go namawiać. Gorzej jest natomiast ze sprzątaniem zabawek po sobie, to jest temat do wiecznych negocjacji i powtarzania prośby jak zdarta płyta! Bo Mikusiowi śpieszy się niezwykle do realizacji kolejnej koncepcji na spędzanie czasu z mamą, i nie mieści się w tym trwonienie cennych minut na wrzucanie klocków do pudełka. W tym dziecku ciągle buzują emocje i pomysły. Nie znajdziesz w nim cierpliwości do metodycznego budowania wysokiej wieży ani dopasowywania elementów sortera czy też spokojnego czytania książeczek.  No chyba że będą opowiadane własnymi słowami, z aktorską modulacją i dodatkowymi atrakcjami jak gesty, scenki a najlepiej z użyciem scenografii/ rekwizytów ;)

Mikołajek jest prawdziwym chłopakiem. Kocha sport, samochody i... dobre jedzenie=kotlety! Ohhh mięsko- to jest to! Wczorajszy bilans: półtora kotleta mielonego, ja miałam tyle samo i ledwo podołałam! ;) A poniżej moi mięsożercy i ich sjesta poobiednia w towarzystwie bajki o Kreciku ;)

chlopaki

14:37, mrozonka82
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Półtoraroczne Szczęście!

Po wieczornej kąpieli układamy się w trójkę w świeżej, miękkiej pościeli. Syn pośrodku, łypie zachwyconym okiem to na matkę to na ojca. Turla się do nas naprzemiennie i dopomina łaskotek. Po chwili podsumowuje: "miło!"- a nam topnieją serca ;)

Jaki jest półtoraroczny Mikołajek?! Rozkoszny i błyskotliwy. Absolutny meloman i tancerz wielkiego formatu. Zaliczamy codziennie sesje wspólnych, rodzinnych tańców- wygibańców ;) Nauczył się "dośpiewywać" ostatnie wersy z linijek następujących piosenek:

-"Wlazł kotek na płotek",
-"Stary niedźwiedź..",
-"Siała baba mak".

Mówi krótkimi zdaniami, czasem po prostu wpada w trans monologu- opowiada nam wówczas ze szczegółami o tym co widzi w koło albo o tym co się wydarzyło w ciągu dnia. Jego zabawy stały się "życiowe", odgrywa scenki ze zwierzaczkami, ukochał sobie szczególnie Krecika oraz Pepę. W miniony weekend badał je zawzięcie z użyciem zestawu małego lekarza ;) A zestaw zakupiła matka by przed wizytą prawdziwej pani doktor oswoić syna ze stetoskopem, patyczkiem do badania gardła itd. Trenowaliśmy na sobie wzajemnie oraz pluszakach, toteż gdy w sobotę przyszła pani doktor osłuchać kasłającego Mikiego- nie było histerii ani paniki. Mało tego, Mikołajek pokazywał pani jak on bada swoje pluszaki a następnie przeszedł do przeszpiegowania torby lekarskiej ;) Diagnoza niegroźna, ot lekki kaszel z niewielką wydzieliną, bez antybiotyku... ale wykluwa się obecnie jako bonus katar, więc nie wiem jak to się ostatecznie rozwinie.

joł

Trafiłam na forum rówieśniczym na ciekawą listę etapów rozwoju dziecka w stosunku do wieku. Sporo umiejętności Mikuś opanował już z etapów dla dzieci 18 i 24 mieś! Pochwalę się zatem całokształtem ;)

- używa wielu gestów wspartych słowami, aby dostać coś, czego pragnie, takich jak wskazywanie lub prowadzenie za rękę i mówienie „daj”
- używa co najmniej 4 różnych spółgłosek, podczas gaworzenia lub wypowiadania słów takich jak: m, n, p, b, t oraz d
- nazywa wszystkie bliskie osóby w tym najbliższe po imieniu, potrafi nazwać kluczowe ;) części ciała, wskazać je również na prośbę,
- bawi się w proste zabawy naśladowcze, takie jak karmienie lalki czy pluszowego zwierzątka i przyciąga Twoją uwagę przez patrzenie na Ciebie
- rozumie i używa co najmniej 50 słów
- komunikuje się prostymi, co najmniej dwuwyrazowymi zdaniami (bez naśladowania czy powtarzania po drugiej osobie), np. „daj sok”
- cieszy się z obecności rówieśników i wskazuje zainteresowanie wspólną zabawą, np. przez podanie zabawki drugiemu dziecku
- szuka znanych przedmiotów, które są poza zasięgiem jego wzroku, jeśli jest o to proszone (ostatnio poprosiłam go właściwie tak na wyrost, by posprzątał papiery które porwał w strzępy w bawialni... mówię do niego: "synu, przynieś z kuchni zmiotkę i szufelke, są tam gdzie śmietnik i... pozamiataj" a po chwili przychodzi Mikołaj z zestawem do zamiatania i zabiera się do roboty! ;) )

smile
20:45, mrozonka82
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2012
Przestrzegam nieświadomych

To chyba jest normalne zjawisko, rozmawiam z mamami rówieśników Mikołaja i donoszą mi o podobnych zachowaniach… obsesyjnych-kulinarno-degustacyjnych! ;) Mój syn chciałby:

- codzienne jeść placuszki bananowe, od których jest uzależniony (prosty przepis: rozbełtać jedno jajko, dodać czubatą łyżkę jogurtu naturalnego, wymieszać z 2 łyżkami mąki i do tego dorzucamy rozciapcianego widelcem dojrzałego banana :) smażymy na patelni teflonowej na niewielkiej ilości masła-dla smaku, uwaga: nie dodajemy żadnego cukru!)

- choć ma absolutny szlaban na lizaki itp. – to jednak kilka razy w ciągu dnia próbuje wyjęczeć lizaka, a odwyk od tegoż trwa od ponad… 2 tyg chyba? Jak byliśmy lekkomyślni ratując się przed płaczem w dalekiej podróży samochodowej dając mu chupa-chupsa!

- kiedyś miał awersję do parówek i jajek a obecnie ma życzenie żywić się tylko tym, oczywiście nie poddaję się w kulinarnych próbach i codziennie serwuję kapryszącemu księciuniowi inne delikatesy- niestety większość ląduje na… podłodze a nie w jego brzuszku :/

- jego jadłospis mógłby zatem wyglądać następująco: placuszki lub chlebek z dżemem na śniadanie, potem zupa- oczywiście najchętniej pomidorowa, na obiad makaron z sosem pomidorowym lub solo, ew. coś niezdrowo smażonego jak kotlecik drobiowy/mielony a w ramach przekąsek chciałby się żywić parówkami/ lizakami i ciastkami. Toż to jakiś horror przed jakim przestrzegają w mądrych, rodzicielskich czasopismach! :)

Apeluję do nieświadomych zła rodziców! Zastanówcie się dwa razy zanim dacie pierwszy raz dziecku do spróbowania parówkę! ;) Albo cukierka! Nie opędzicie się potem od jęków zawodzenia i gorących próśb ;) Jestem z tym asertywnych i nie poddaję się błaganiom syna, co najwyżej raz w tyg dostaje jakąś zdrową kiełbaskę i jego menu niezmiennie należy do wartościowych i bogatych w warzywa i owoce, co nie zmienia faktu, że on chciałby iść w kierunku „junk food’u”. Toteż solennie sobie obiecuję, że smaku macdonalda i pizzy to on dłuuuuugo nie pozna. O tyle mniej punktów do biadolenia będzie na jego liście ;)

A tu mój kaszlący Mikołajek zachwyca się obfitym opadem śniegu ;) Poruszony wielce, jak wszystkie maluszki uwielbia zabawy w białym puchu. Czy to przez ostatnie intensywne i długie godziny na dworze przypałętał się brzydki, mokry kaszel? Jutro kontrola u lekarza, 3majcie proszę kciuki!

snieg

PS. Wyczytałam właśnie w lokalnej prasie, że Święta Zośka- „mój szpital” w którym przyszedł na świat Mikołajek obchodzi swoje 100- urodziny! Dziś zostanie uroczyście oddany nowoczesny, nowy blok szpitalny. 2 razy dziennie mijam te mury i niezmiennie powraca do mnie to samo wzruszenie i wspomnienia chwil, gdy pierwszy raz tuliłam w ramionach synka. Choć poród nie był idealny, to mimo wszystko wiem, że kolejną ciążę i poród chcę przeżyć znów na Żelaznej (niestety poród domowy po cc nie jest możliwy :/). Oby na tym nowym, pięknym oddziale :) Wszystkiego naj "Zośko"!

11:54, mrozonka82
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37