Po wieczornej kąpieli układamy się w trójkę w świeżej, miękkiej pościeli. Syn pośrodku, łypie zachwyconym okiem to na matkę to na ojca. Turla się do nas naprzemiennie i dopomina łaskotek. Po chwili podsumowuje: "miło!"- a nam topnieją serca ;)
Jaki jest półtoraroczny Mikołajek?! Rozkoszny i błyskotliwy. Absolutny meloman i tancerz wielkiego formatu. Zaliczamy codziennie sesje wspólnych, rodzinnych tańców- wygibańców ;) Nauczył się "dośpiewywać" ostatnie wersy z linijek następujących piosenek:
-"Wlazł kotek na płotek",-"Stary niedźwiedź..",-"Siała baba mak".
Mówi krótkimi zdaniami, czasem po prostu wpada w trans monologu- opowiada nam wówczas ze szczegółami o tym co widzi w koło albo o tym co się wydarzyło w ciągu dnia. Jego zabawy stały się "życiowe", odgrywa scenki ze zwierzaczkami, ukochał sobie szczególnie Krecika oraz Pepę. W miniony weekend badał je zawzięcie z użyciem zestawu małego lekarza ;) A zestaw zakupiła matka by przed wizytą prawdziwej pani doktor oswoić syna ze stetoskopem, patyczkiem do badania gardła itd. Trenowaliśmy na sobie wzajemnie oraz pluszakach, toteż gdy w sobotę przyszła pani doktor osłuchać kasłającego Mikiego- nie było histerii ani paniki. Mało tego, Mikołajek pokazywał pani jak on bada swoje pluszaki a następnie przeszedł do przeszpiegowania torby lekarskiej ;) Diagnoza niegroźna, ot lekki kaszel z niewielką wydzieliną, bez antybiotyku... ale wykluwa się obecnie jako bonus katar, więc nie wiem jak to się ostatecznie rozwinie.
Trafiłam na forum rówieśniczym na ciekawą listę etapów rozwoju dziecka w stosunku do wieku. Sporo umiejętności Mikuś opanował już z etapów dla dzieci 18 i 24 mieś! Pochwalę się zatem całokształtem ;)
- używa wielu gestów wspartych słowami, aby dostać coś, czego pragnie,
takich jak wskazywanie lub prowadzenie za rękę i mówienie „daj”
- używa co najmniej 4 różnych spółgłosek, podczas gaworzenia lub wypowiadania słów takich jak: m, n, p, b, t oraz d
- nazywa wszystkie bliskie osóby w tym najbliższe po imieniu, potrafi nazwać kluczowe ;) części ciała, wskazać je również na prośbę,
- bawi się w proste zabawy naśladowcze, takie jak karmienie lalki czy
pluszowego zwierzątka i przyciąga Twoją uwagę przez patrzenie na Ciebie
- rozumie i używa co najmniej 50 słów
- komunikuje się prostymi, co najmniej dwuwyrazowymi zdaniami (bez
naśladowania czy powtarzania po drugiej osobie), np. „daj sok”
- cieszy się z obecności rówieśników i wskazuje zainteresowanie wspólną zabawą, np. przez podanie zabawki drugiemu dziecku
- szuka znanych przedmiotów, które są poza zasięgiem jego wzroku, jeśli jest o to proszone (ostatnio poprosiłam go właściwie tak na wyrost, by posprzątał papiery które porwał w strzępy w bawialni... mówię do niego: "synu, przynieś z kuchni zmiotkę i szufelke, są tam gdzie śmietnik i... pozamiataj" a po chwili przychodzi Mikołaj z zestawem do zamiatania i zabiera się do roboty! ;) )
To chyba jest normalne zjawisko, rozmawiam z mamami rówieśników Mikołaja i donoszą mi o podobnych zachowaniach… obsesyjnych-kulinarno-degustacyjnych! ;) Mój syn chciałby:
- codzienne jeść placuszki bananowe, od których jest uzależniony (prosty przepis: rozbełtać jedno jajko, dodać czubatą łyżkę jogurtu naturalnego, wymieszać z 2 łyżkami mąki i do tego dorzucamy rozciapcianego widelcem dojrzałego banana :) smażymy na patelni teflonowej na niewielkiej ilości masła-dla smaku, uwaga: nie dodajemy żadnego cukru!)
- choć ma absolutny szlaban na lizaki itp. – to jednak kilka razy w ciągu dnia próbuje wyjęczeć lizaka, a odwyk od tegoż trwa od ponad… 2 tyg chyba? Jak byliśmy lekkomyślni ratując się przed płaczem w dalekiej podróży samochodowej dając mu chupa-chupsa!
- kiedyś miał awersję do parówek i jajek a obecnie ma życzenie żywić się tylko tym, oczywiście nie poddaję się w kulinarnych próbach i codziennie serwuję kapryszącemu księciuniowi inne delikatesy- niestety większość ląduje na… podłodze a nie w jego brzuszku :/
- jego jadłospis mógłby zatem wyglądać następująco: placuszki lub chlebek z dżemem na śniadanie, potem zupa- oczywiście najchętniej pomidorowa, na obiad makaron z sosem pomidorowym lub solo, ew. coś niezdrowo smażonego jak kotlecik drobiowy/mielony a w ramach przekąsek chciałby się żywić parówkami/ lizakami i ciastkami. Toż to jakiś horror przed jakim przestrzegają w mądrych, rodzicielskich czasopismach! :)
Apeluję do nieświadomych zła rodziców! Zastanówcie się dwa razy zanim dacie pierwszy raz dziecku do spróbowania parówkę! ;) Albo cukierka! Nie opędzicie się potem od jęków zawodzenia i gorących próśb ;) Jestem z tym asertywnych i nie poddaję się błaganiom syna, co najwyżej raz w tyg dostaje jakąś zdrową kiełbaskę i jego menu niezmiennie należy do wartościowych i bogatych w warzywa i owoce, co nie zmienia faktu, że on chciałby iść w kierunku „junk food’u”. Toteż solennie sobie obiecuję, że smaku macdonalda i pizzy to on dłuuuuugo nie pozna. O tyle mniej punktów do biadolenia będzie na jego liście ;)
A tu mój kaszlący Mikołajek zachwyca się obfitym opadem śniegu ;) Poruszony wielce, jak wszystkie maluszki uwielbia zabawy w białym puchu. Czy to przez ostatnie intensywne i długie godziny na dworze przypałętał się brzydki, mokry kaszel? Jutro kontrola u lekarza, 3majcie proszę kciuki!
PS. Wyczytałam właśnie w lokalnej prasie, że Święta Zośka- „mój szpital” w którym przyszedł na świat Mikołajek obchodzi swoje 100- urodziny! Dziś zostanie uroczyście oddany nowoczesny, nowy blok szpitalny. 2 razy dziennie mijam te mury i niezmiennie powraca do mnie to samo wzruszenie i wspomnienia chwil, gdy pierwszy raz tuliłam w ramionach synka. Choć poród nie był idealny, to mimo wszystko wiem, że kolejną ciążę i poród chcę przeżyć znów na Żelaznej (niestety poród domowy po cc nie jest możliwy :/). Oby na tym nowym, pięknym oddziale :) Wszystkiego naj "Zośko"!
Życiowe zabawy Mikołajka są rozczulające. Gdy układa Krecika na poduszce, nakrywa go kocykiem i mówi „Klecik spi domku” (Krecik śpi ze mną w domku) nie mogę uwierzyć, że ten chłopak jest już taki duży i rezolutny. Realizujemy sporo z listy kreatywnych zabaw, kupiłam też książkę o 365 grach i pomysłach na 365 dni w roku ;) Jest w czym wybierać! Wczoraj zbudowaliśmy razem namiot z wielkich poduch i kocy, zaprosiliśmy na herbatkę wszystkie misie a Miki nalewał im napoju do kubeczków z własnego bidonu, prowadził też bogaty dialog „herbatka, mmmm dobla, plosie, nie nie dzikuje, taaaaaaaak”. Po miłej pogawędce przeszedł do bardziej ekstremalnychczynności- wkładał pluszakom na głowy kubki i imitował ich rozpaczliwe prośby: „latuuunkuuu! pomoci!”. Pozornie drobne gadżety i pierdółki potrafią go zająć na dłużej. Mała nakręcana świnka, z tych tuptających na mechanizm jest jego ulubienicą. W okół jej osóbki aranżowane są zabawy: świnka idzie po drodze z papieru toaletowego do domku, świnka chodzi po regale po czym z krzykiem rozpaczy z niego spada a Miki ją ratuje, świnka jeździ traktorem itd. Świnka przebywa również sporadycznie w teletubisiowym gniazdku ;) Układana jest do snu obok Tinky-winky i Dipsi ;)
Świnka ma również sporo sióstr-świnek w wydaniu pluszowym (chrumkająca Pepa nagle została oddarzona wielką czcią i sympatią) oraz gumowym i plastikowym. Mieszkają wszystkie w zagrodzie z ikea i stanowią bardzo zajmującą gromadkę. Mikołajek jest pochłonięty ich światem ;)
Pozbywamy się z domu dużogabartytowych „fisherszajsów” i innych wynalazków, na które syn patrzy z pogardą/ znudzeniem: stoliczek interaktywny, fontanna z piłek, jeździk-pchacz itd. Znajdują nowych opiekunów za pośrednictwem allegro a my tym samym mamy budżet na zakup tablicy do rysowania. Z jednej strony magnetyczna- magnesy pójdą w ruch, można też rysować mazakami… z drugiej do pisania kredą. Zamówiłam też pierwsze, bardzo proste bo 4-elementowe puzzle oraz układanki z liczbami/ literami. Mikołaj z zainteresowanie przygląda się, gdy piszę proste słowa na znikopisie, nauczył się rozpoznawać wzrokowo/ na pamięć: mama, tata i oko ;) Czasem sam z siebie zdejmuje z regału książki, nawet te dorosłe i mamrocze: „Mikunia cita, aaaaaaa, beeee, osim, dziesięć” ;) Prosi by mu opowiadać z teatralną modulacją bajki albo czytać wiersze. Zaśmiewa się przy „Ptasim radiu” oraz „Lokomotywie”. Dzień rozpoczyna od sprintu w stronę choinki i prośby by włączyć „laaaaampki, sici!”. Najwyższa pora rozebrać drzewko, ale nie wiem czy syn będzie z tego zadowolony.
Czasem tracę cierpliwość, czasem mam ochotę wrzasnąć z całych sił, trzasnąć drzwiami albo zbić talerz. Bycie mamą nie jest tak różowo-cukierkowe jak pokazują to w mediach. Bycie mamą to mieszanka skrajnie różnych emocji, zarówno pozytywnych i niezwykle wzruszających jak i tych negatywnych, które bulgoczą w duszy jak wulkan ;) Wychowanie dziecka to ciężka orka ;) Ale mnóstwo satysfakcji, chwil gdy można sięgnąć nieba! Mikołaj wszedł w okres intensywnej abnegacji, buntu i roszczeniowej postawy. Potrafi być ujmujący, czuły i rozbrajający by w jednej chwili przejść do ataku złości i jęków frustracji. Moją rolą jest poprowadzić go przez gąszcz emocji, nauczyć go ich nazywania, samoregulacji a ponad wszystko dać wyraźny sygnał, że niezależnie od tego co czuje mój syn- ja zawsze będę te uczucia akceptować, mogę jedynie nie zgadzać się z formą przekazu ;) Tyle teorii, w praktyce jest jednak trudno być cierpliwą i wyrozumiałą. Czasem jestem o krok od zalewającej mnie fali tsunami.Z natury jestem emocjonalna i wybuchowa, ogromnie niecierpliwa- ale przy Mikołaju sięgam prawdziwych wyżyn spokoju i opanowania.Moich wyżyn oczywiście, o których bym nigdy siebie nie podejrzewała. Dla kogoś łagodnego o „anielskim usposobieniu” są to pewnie ledwie równiny względnego spokoju, ale dla mnie to absolutne wyzwanie. Nie ukrywam, że czasem świerzbi mnie ręka.Może nie w stronę lania i solidnych klapsów, ale mocniejszego przytrzymania za ramiona małego Łobuziaka. Mam jednak nadzieję i silne przekonanie, że daleko mi do jakiejkolwiek przemocy wobec mojego ukochanego dziecka. Jest we mnie jakiś atawizm, syndrom matki-lwicy, która nie pozwoli sobie ani nikomu innemu podnieść łapy na Mikołaja. Mam wielkie szczęście wzrastania w domu, gdzie nie dostawałam klapsów ani nie byłam szarpana za ucho. Liczono się z moim zdaniem, pozwalano wyrażać złość a receptą na wszystkie krzyki była następująca po nich długa rozmowa. Rozmowa- nie monolog rodzica. Wszystko I zawsze „przegadywaliśmy”. Chciałabym bardzo, by i w mojej rodzinie była zawsze atmosfera dialogu i otwartości. Szacunku wobec dziecka oraz dorosłego. By mój syn nigdy nie dostał ścierką po głowie, nie usłyszał „nie-bo nie!” i przenigdy nie zwątpił w to, że rodzice zawsze go wesprą, pomogą i zrozumieją. Taka postawa przychodzi mi o tyle naturalnie, że wzrastałam w takiej atmosferze. Mój mąż miał mniej wsparcia i zainteresowania ze strony swoich rodziców. Czasem „dostał po tyłku” i niejednokrotnie zamykano przed nim możliwość dialogu. Takich rodzin w Polsce jest mnóstwo, śmiem twierdzić, że przeważają- bo jednak głównym nurtem za czasów PRL było nastawienia na wychowanie a raczej „przechowywanie dziecka”: miało być nakarmione, oprane, czyste i chodzące do szkoły, nie zadające pytań, nie brojące. Większość moich znajomych wyrosła właśnie w takim gnieździe. Bardzo trudno im teraz, gdy sami są rodzicami odnaleźć się w trendzie rodzicielstwa bliskości, gdzie ich doświadczenia są skrajnie inne: bo dom to było środowisko surowe i chłodne. Obserwuję małżonka w czasie zabaw z Mikołajem- jest bardzo czułym i troskliwym tatą. Pomysłowym, zwariowanym i wiecznie spragnionym czasu z synem.
Jak każdy rodzic miewa chwile słabości. Tak samo jak i ja traci cierpliwość, gubi kierunek.Myślę jednak, że o tyle mu trudniej, że czasem „błądzi po omacku”. Musi odgadywać, samodzielnie wypracowywać sobie metody i postawy, bo te z „bagażu własnego wychowania” są niedoskonałe, niedopracowane a na niektórych polach w ogóle ich brak. Za nami rozmowa na temat pozornie lekkiego klepnięcia w pupę i bolesnych konsekwencji tego „niebolesnego” klepnięcia. Uważam, że klaps jest zawsze porażką rodzica. Podnosząc rękę na dziecko jesteś… zdrajcą!- zaufania, miłości i oddania. Pewnie kiedyś znów, mnie czy małżonkowi zdarzy się popełnić grzech „z niemocy wychowawczej”.Wierzę jednak, że pracując nad sobą jako ludzie, a przede wszystkim decydując się na to, że nie stosujemy przemocy ani argumentów siły/ przewagi psychicznej mamy spore szansę, na uniknięcie porażek-klapsów. Dzwoni mi z jednak tyłu głowy taka sentencja, daje sporo do myślenia: „ Jacy mężowie biją i katują żony? Kochający- oni tak o sobie mówią. Jacy rodzice podnoszą rękę na ukochanego szkraba? Wyłącznie kochający.” ...
Za oknem biało. Dziecko wniebowzięte, owszem zabawy na śniegu są fantastyczne, ale nie sposób spędzić cały dzień na mrozie! Ileż można lepić bałwana, rzucać się kulkami albo wcielać się w rolę pługo śnieżnego :)
Szukam zatem pomysłów na kreatywne zabawy. Oraz zabawki albo eksperymenty, które można zrobić samodzielnie w domu małym kosztem- nakładem pustych pudełek itp. Kilka dni temu chwaliłam się jak to Mikiego pochłonęło następujące zadanie: dałam mu zamknięte pudełko, podziurawione i do tego kilka słomek. Zabawa we wtykanie, przekładanie, wyjmowanie pochłonęła go bez reszty. Szukam dalszych inspiracji, może macie jakieś konkretne pomysły? Ja z netu wyłapałam jeszcze takie:
- nawlekana: gruby sznurek przywiązujemy do patyczka (będzie pełnił rolę igły), przygotowane wcześniej "skarby" typu rolki po taśmie klejącej, szpulki po niciach, owalne klocki itp (byle ich rozmiar nie wiązał się z ryzykiem połknięcia!) zapodajemy dziecku wraz z nicią i ma za zadanie ponawlekać je nań tworząc korale, - wąż: zbieramy tygodniami i magazynujemy kartonikowe rolki po papierze toaletowym, podobnie jak wyżej dziecko nawleka je na sznurek a potem razem przyozdabiamy węża kredkami/ naklejkami itp., - nakrętki: z plastikowych butelek o różnej wielkości i z różnorakimi nakrętkami odcinamy ich szyjki, rozkładamy przed brzdącem i dajemy czas by dopasował nakrętki do odpowiedniej butelki- taka zabawa w dopasowywanie, - samolot/auto/dom: wielkie pudło (po tv czy lodówce) możemy wykorzystać do zbudowania dla malucha domku a u nas ostatnio hitem był... samolot! Wycięłam nawet śmigła- Miki oszalał, - garaże: w dużych pudełkach wycinamy okrągłe otwory/bramy tunele- mój syn uwielbia w takie garaże wjeżdżać autkami, - fasolki: puste pudełka mogą służyć jako kubeczki do przesypywania fasoli/ suchego makaronu/ kamyków itp, - kucharz: mam zbiór bezpiecznych-drewnianych małych kuchennych gadżetów za pomocą których Miki pastwi się nad ciastoliną, - bujanie w kocu jak w hamaku, - zabawa apaszkami (podrzucanie i obserwowanie jak powoli opadają, następnie robienie z nich peleryny by przejść w użycie ich jako szmatek do mycia podłogi), - kubeczek z niewielką ilością wody lub konewka i podlewanie domowych kwiatków.
A tu pomysły niezastąpionych Forumowiczek z rówieśniczego ;)
- stary niedźwiedź mocno śpi -chichotu co niemiara, - zabawa w ciepło-zimno z chowaniem przedmiotu, - jazda w kartonach, - ciąganie na kocu z przystankami np to jest pociąg i odpowiedni przystanki- przystanek komoda, wydajemy przy tym komendy np. ”odjazd! drzwi zamykać!” - duża kartka papieru i rysowanie miasta, jazda autkami poulicach (najlepszy jest papier z Ikei ,taka mega, gruba, wielka rolka- bardzo wytrzymała, nic nie przebija), - prawdziwe przyjecie dla misiówz filiżankami, talerzykami i uroczystym "sto lat"! - pływamy na statku- poduszka z kanapy, - udajemy pieski, rzucamy sobie piłeczki, - robimy zdjęcia aparatem a młodzież szuka tych przedmiotów w domu, - zabawa z czapkami-mamy, taty, czepki kąpielowe itp.- nawzajem sie przebieramy, oglądamy lustrze, - balon i banki, - kulki z papieru i wrzucamy do kartonu, kto trafi, - lornetki z papieru toaletowego, - zjeżdżalnia z przewijaka, - odrysowujemy rączki, nóżki, - szałas z koców i krzeseł, - pociąg z krzeseł, - czarodziejska różdżka - ozdabiamy rolkę z papieru, potem wykorzystywana do rożnych zabaw, np.: biegają a na podniesienie różdżki staja itp, - zabawy z latarka, chodzimy po ciemnych pokojach i świecimy po rożnych zakątkach, szukając skarbów, - zabawa kasetami magnetofonowymi płytami dvd - wyjmowanie i wkładanie ich do pudełek. Warunek: brak przywiązania do płyt dvd! - zabawa okrągłym pudełkiem typu tuba z czystymi płytami cd/dvd - chodzi o takie pudełko, gdzie płyty nadziane są otworami na taki bolec (świetna zabawa i ćwiczenie manualne - rozsypanie płyt, a następnie nałożenie ich na ten pręt), - oglądanie tradycyjnego albumu ze zdjęciami - wyjmowanie zdjęć z folijek i próby wsadzenia ich tam z powrotem, komentowanie kto, co, co robi itd., - ubieranie lalki w ludzkie ubrania, - naklejki i wyklejanki, - zabawa portfelem: wykładanie i wyjmowanie kart, ;) - malowanie rękami z użyciem specjalnych farb a jeszcze fajniej jest użyć do tego czegoś jadalnego jak budyń czy dżem ;) - kręgle: puste butelki plastikowe po wodzie mogą służyć świetnie do zabawy w kręgle, - kolory: uczymy się kolorów za pomocą klocków; łączę ze sobą te w tym samym kolorze albo wybieramy i wrzucamy wszystkie czerwone do pudełka,
Zabawy muzyczne/ wierszyki z pokazywaniem (mój syn ma na ich punkcie świra):
Tu paluszek (pokazujemy wskazujący palec jednej ręki). Tu paluszek(pokazujemy wskazujący palec drugiej ręki). Kolorowy mam fartuszek (wykonujemy ruch ręką, wskazując fikcyjny fartuszek). Tu jest rączka ( prawą rękę wysuwamy wierzchem dłoni do przodu). A tu druga (lewa ręka jw. w przód). A tu oczko do mnie mruga ( pokazujemy oko). Tu jest buzia (pokazujemy buzię). Tu ząbeczki (wskazujemy ręką na zęby, może być szeroki uśmiech). Tu wpadają cukiereczki (otwieramy buzię i wskazujemy palcem do środka). Tu jest główka (pokazujemy ręką głowę). A tu nóżka (wysuwamy prawą nogę). Ot i cała jest dziewuszka (wskazujemy siebie dłonią).
Tu sroczka kaszkę ważyła. Tu sobie ogonek sparzyła. Temu dała na miseczkę (kręcimy wysuniętym kciukiem prawej dłoni). Temu dała na łyżeczkę (kręcimy palcem wskazującym). Temu, bo grzecznie poprosił (kręcimy kolejnym palcem). Temu, bo wodę nosił (kręcimy kolejnym palcem). A temu najmniejszemu nic nie dała. Tylko ogonkiem zamieszała, i frrrrrrrr odleciała i tu się schowała.
Rączki robią klap, klap, klap (klaszczemy). Nóżki robią tup, tup, tup (tupiemy). Tutaj swoją główkę mam (wskazujemy głowę). I po brzuszku bam, bam, bam (klepiemy się po brzuszku). Buzia robi am, am, am (otwieramy i zamykamy buzię). Oczka patrzą tu i tam (kręcimy głową). Tutaj swoją główkę mam (pokazujemy głowę). I na nosku sobie gram (pokazujemy nosek, lub udajemy że gramy na nim jak na flecie)
Murzynek malutki, oczka ma błyszczące (pokazujemy na oczka). Kręcą mu się loczki (wskazujemy włoski zakręcając je). Do góry sterczące (podnosimy włoski ręką). Buzia cała czarna, jak ta czekolada (pokazujemy buzię). Mały nasz murzynek po murzyńsku gada. Chodź do nas Murzynku, podaj rączki swe (wykonujemy gest przywołujący). Zrobimy kółeczko, zabawimy się (robimy kółko w parze lub kręcimy się w miejscu). Dalej, dalej, kręćmy się w kółeczko. Jak się zabawimy wypijemy mleczko (udajemy, że pijemy mleko z kubka). Nie chcę cię, nie chcę cię, nie chcę cię znać, (maluch macha ręką, tak jakby chciał kogoś odgonić) Chodź do mnie, chodź do mnie rączkę mi daj, (maluch macha ręką tak jakby chciał kogoś przywołać) Prawą mi daj, lewą mi daj, (maluch wyciąga prawą dłoń, a potem lewą, może jeszcze nie odróżniać lewej od prawej) I już się na mnie nie gniewaj, (palcem dzieci wykonują gest znany wszystkim jako „nu, nu , nu") Prawą mi daj, lewą mi daj, (maluch wyciąga prawą dłoń, a potem lewą) I już się na mnie nie gniewaj. (palcem dzieci wykonują gest znany wszystkim jako „nu, nu , nu")
Nie chcę cię, nie chcę cię, nie chcę cię znać, (gesty jak wyżej) Chodź do mnie, chodź do mnie rączkę mi daj, (gesty jak wyżej) Prawą mi dasz, lewą mi dasz, (gesty jak wyżej) Będziemy razem tańcować, (po wyciągnięciu dłoni prawej i lewej, maluchy stojące naprzeciwko siebie lapią się za ręce i robią jedno kółeczko) Prawą mi dasz, lewą mi dasz, (gesty jak wyżej) Będziemy razem tańcować, (po wyciągnięciu dłoni prawej i lewej, maluchy stojące naprzeciwko siebie lapią się za ręce i robią jedno kółeczko) Stary niedźwiedź mocno śpi (bis), My się go boimy, Na palcach chodzimy, Jak się zbudzi to nas zje (bis). Pierwsza godzina, niedźwiedź śpi, Druga godzina, niedźwiedź chrapie, Trzecia godzina, niedźwiedź ŁAPIE!!! Ole ole Janko, Klęknij na kolanko (dziecko klęka na jedno z kolan) Podeprzyj się w boczki (podpiera się obiema rękami w pasie) Złap się za warkoczki (łapie się za włosy) Umyj się (rękami myje twarz) Ubierz się (udaje że nakłada koszulkę) I wybieraj kogo chcesz
Jedna łapka - pokazujemy jedną rączkę druga łapka - pokazujemy drugą rączkę ja jestem niedźwiadek - wskazujemy na siebie Jedna nóżka, druga nóżka - pokazujemy jedną nogę, drugą nogę a to misia zadek - klepiemy się po pośladkach Lubię miodek - masujemy brzuszek kocham miodek - masujemy brzuszek podkradam go pszczółkom - machamy rączkami, pokazując jak pszczółki latają Jedną łapką, drugą łapką, czasem wciągam rurką - rączki przykładamy do buzi na wzór rurki.
W stolicy wreszcie sypnęło białym puchem. Mikołajek doczekał się pierwszych w swoim życiu zabaw na śniegu. Zachwytom nie było końca: "bialy! pada! zimno! snieg! jobacz!" (zobacz). Najbardziej odpowiada mu odgrywanie roli pługu śnieżnego ;)
"Chodź na parkiet, wykręcę Ci takiego Maseraka, że będą pióra latały!"- tak, tak Drogie Panie, mój syn wyrasta na prawdziwego tancerza. Jego choreografia, kocie ruchy i rytmiczne ruszanie pupą jest w stanie rzucić na kolana każdą, nawet najbardziej oporną kobietę! ;) Dziś przetańczyliśmy 30minut w rytm ulubionej płyty Mikołajka. Były więc pokazy solowe latorośli- w środeczku, taniec w kółku trzymając rodziców za ręce, bujanie się do rytmu na rękach taty oraz czułe "przytulańce" z mamą. Rośnie nam prawdziwy wulkan taneczny, syn kocha muzykę, lubi się gibać i podśpiewywać.
W nowym roku nasz syn obrał kierunek na... tatę! Cieszy mnie to ogromnie, że ich relacje się zacieśniają, że mają swój męski świat, swoje sprawy i własne pomysły na wygłupy. Mikołajek mniej lata za mną i rzadziej prosi o cycuszka, szaleje z radości na widok ojczulka wracającego z pracy. Od progu woła "bawić!" i ciągnie go za rękę w stronę bawialni. Królują kinetyczne szaleństwa: gra piłką, w chowanego, w berka oraz tańce. Sporo uczuć okazuje nam maluch, ma w sobie wiele czułości, odkrywamy że jest empatyczny, przejmuje się naszymi reakcjami i coraz chętniej się przytula, całuje, dopomina bliskości. Gada bez końca, do siebie pod nosem, powtarza po nas ale przede wszystkim bardzo klarownie i jasno komunikuje czego chce albo o czym myśli, nie nadążam z notowaniem:
-"mydło środku woda"- mydło jest w środku wody (w miseczce z wodą), takie kąpielowo-wannowe zabawy,-"kokalada"- czekolada.
Wyciągam zmokłego kuraka-Mikołajka z kąpieli. Czule osuszam ręcznikiem nucąc pod nosem kołysankę. Biorę go w ramiona w celu wytarcia plecków. Syn przywiera do mnie mocno, przytula się i wczepia jak mała małpka. On- taki niedotykalski! Spogląda mi w oczy, uśmiecha filuternie i mówi „kooooooocham!”. Ahhh, dla takich chwil warto żyć! ;)
Ostatnie dni to absolutna, domowa sielanka. Synuś uśmiechnięty, bez fochów i humorów, potrafi pobawić się samodzielnie kilka minut nie zmuszając mnie do asystowania, jak to miał wcześniej w zwyczaju. Jest kreatywny i pomysłowy. Samodzielnie wymyśla zabawy i nie zawsze ma ochotę bym mu w nich towarzyszyła. Postanowiłam sobie, że każdego dnia będę mu podsuwać coś ciekawego do zmajstrowania. Ma to być zajęcie rozwijające, angażujące możliwie jak najwięcej zmysłów i nieoczywiste. Nie związane z zabawkami a raczej z poznaniem świata, praw fizyki czy nauką lepszej koordynacji ruchowej. Dziś było zatem puste, podziurawione pudełko i zwykła słomka. Mikuś zaangażował się w projekt "całym sobą" i właściwie był nieobecny przez 15 minut. Uparcie wtykał słomkę w kolejne otwory a na jego twarzy malowało się totalne skupienie, ruchy precyzyjne, atmosfera powagi i koncentracji jak przy starcie pierwszej rakiety na Księżyc ;)
Ostatnio stawiamy na zabawki edukacyjne, żadne tam plastikowe i dźwiękowe "fisher szajsy" ;) Dziś np. trafiłam w sklepie na świetną grę memo (za 5zł!) z prostymi obrazkami a co najfajniejsze każdy obrazek-krążek należało samodzielnie "wycisnąć" z kartonika co było wielce zajmujące dla naszego Łobuza. Dziurawe kartoniki zachowam na przyszłość, posłużą nam kiedyś do nauki odrysowywania kółek albo zrobimy z nich śmieszne maski- pomysł Mikiego!
Poranki wypełnia nam śmiech Mikusia oglądającego odcinek bajki o Kreciku. Polubił bardzo tego bohatera, wyszperałam z pudła małego pluszaka- Krecika z wakacji w Pradze sprzed 3 lat. Nareszcie maskotka trafiła w odpowiednie ręce! ;) Mikołajek czule go całuje i wyraźnie mówi do niego "Kleciku, ahoj!". Do jego słownika dopisujemy również:
-"nie da si"- nie da się,-"jółty"- czyli żółty,-"kolol"- oznacza kolor,-"celwony autobus"- czerwony autobus,-"siba mokra deść"- szyba mokra od deszczu,-"kosik"- czyli koszyk,-"bawić!"- baw się ze mną,-"glamy!"- pograjmy w piłkę,-"zegalek"- czyli zegarek,-"siatło"- oznacza światło,-"majchefka"- marchewka,-"Maltina"- czyli Martyna, imię mamy ;) -"Mikołaj"- tak mówi o sobie, pięknie i wyraźnie!
Najpiękniejsze słowo świata... Niezwykle wzruszająca chwila, gdy słyszymy je pierwszy raz z ust osoby, która jest dla nas najważniejsza pod słońcem... Nie spodziewałam się, że tak szybko usłyszę z usteczek mojego syna "miłosną deklarację". Prawdziwie rozumne i świadome wyznanie. Nie beznamiętne i bezrefleksyjnie powtórzony zwrot po słowotoku dorosłych. Otuleni ciszą, wpatrzeni w swoje oczy gdy Mikołajek spokojnie dudlił z piersi... nagle wstrzymał miarowe przełykanie, uśmiechnął się promiennie i wypalił "kocham"! Jak silne jest to przeżycie, jak uskrzydlające, jak powalające i zalewające ciało i umysł błogością- może zrozumieć chyba tylko ten, kto posiada dzieci własne ;) Miki zapytany o to kogo kocha wymienia: mamę, tatę, babcie i dziadka. W trakcie dzikiej zabawy z tatą nagle "wstrzymuje akcję" by dać mu buziaka i zmiękczyć go słodkim "kocham".
Minione dni to czas absolutnej eksplozji w mowie i deklamacji ;) Nie sposób przytoczyć wszystkich nowych słów i wyrażeń, zanotuję te najciekawsze:
-"tu nie ma taty"- w trakcie zabawy w chowanego,-"dziękuję"- gdy oddaje w czyjeś ręce zabawkę/jedzenie, na które już nie ma ochoty,-"telonet"- oznacza telefon, przez który z namaszczeniem i iście aktorskim zapędem rozmawia odgrywając sposób prowadzenia konwersacji przez dorosłych,-"jabuśko, jabuśko"- śpiewa piosenkę "Jabłuszko, jabłuszko pełne snów..."-"boru... lumolu"- śpiewa piosenkę "Jadą, jadą misie... pojechały do boru narobiły rumoru",-"maaaamooo, tato"- śpiewa piosenkę "Mamo i tato co ty powiesz na to".
Mikusiowe hity zabaw: gadanie przez komórkę, opowiadanie tego co widzi w koło (co jest za oknem/ w książeczce/ bajce tv)- ma wielką radość z tego, że potrafi nazwać obiekty i przedmioty, śpiewanie i tańczenie, gra piłką, lepienie z ciastoliny, zabawa zegarkami, ubóstwia wszelkie śrubokręty, wkrętarki itp, jeżdżenie małymi samochodzikami oraz... zabawy abstrakcyjne, np? Dziś chodził w tę i z powrotem, od salonu do swojego pokoiku z wiaderkiem w dłoni (niby torebka:)), mówił: "sklepu, lizak"- czyli idę do sklepu kupić lizaka. A potem udawał, że z nim wrócił właśnie i udawał, że go liże ;)
Nasze kity: niestety nauczył się pluć jedzeniem, bywa b. niegrzeczny i testuje granice- potrafi mocno zdzielić po twarzy, gdy coś mu się nie podoba potrafi rzucić tym mocno... a gdy obiera kierunek-> maruderskie i jojczące tony, naprawdę trudno nam znaleźć w sobie cierpliwość by nie wyjść z siebie :P) Ale... jedno słowo "kocham" z jego usteczek i stajemy się wspaniałomyślnie wybaczający, po prostu jesteśmy "ugotowani" ;)
Reżyseria: życie Scenariusz: przypadek Scena: kuchnia w wiejskim domu dziadków
Babcia się krząta, szykuje dla wszystkich kolację. Dziadek pomaga, co chwilę otwierają się szafki i lodówka, wyskakują kolejne utensylia, przyprawy i specjały. Najpyszniejsze kryje w sobie zaś komórka. Są tam weki, owoce, przetwory, winka itd. Dziadkowie wskakują do komórki a za nimi, niepostrzeżenie tupta wnuczek. Pałęta się między nogami, wesoły rwetes wypełnia dom. Babcia doprawia kolejne weki- zabierzemy ich ze sobą całą skrzynkę do Warszawy. Nagle orientuję się, że zrobiło się podejrzanie cicho i spokojnie. Nigdzie nie ma Mikołaja! Biegnę do salonu, do jadalni i sypialni. Nie ma go! Przebłysk- wchodził do komórki!
Uchylamy drzwi, a tam nasz mały Łobuziak, w "egipskich ciemnościach"- wcale nie przerażony, uśmiechnięty konsumuje metodycznie lizaka, którego "wyjęczał" chwilę wcześniej... Ufff! Ale nauczka dla nas dorosłych! Jakie szczęście, że się nie przestraszył! Takie to popołudniowe opowieści z komory ;)
Na koniec chyba ostatni już kadr przy choince, pojutrze pożegnamy się z drzewkiem, z ukochanymi dziadkami bo czas nam wracać do odległej stolicy.